|
Polskie
szkło
Huta szkła "Józefina" w XIX wieku
Przedmiotem niniejszego
artykułu są dzieje zbudowanej w 1841 roku w Szklarskiej
Porębie, w dobrach znamienitego rodu śląskiego schaffgotschów,
huty szkła "Józefina".
Tradycje szklarskie w Jeleniogórskiem
datują się jeszcze ze średniowiecza. Istniały tutaj
wszystkie niezbędne surowce, a w szczególności lasy
i dobrej jakości piasek kwarcowy, a jednocześnie jakość
ziem uprawnych była tak licha, że dla zarządzających
nimi możnowładców niezbędne było szukanie źródeł dochodu
z działalności pozarolniczej.
Warto zauważyć, że niemal wszystkie śląskie huty znajdowały
się na terenie bardzo lesistym. Huty szkła zakładano
często w celu wytrzebienia nieprzebytych, gęstych lasów
i pozyskania w ten sposób terenów pod uprawę ziemi.
Piece hutnicze tego czasu wymagały bardzo dużych ilości
drewna, które pozyskiwano w sposób czasochłonny, lecz
niewielkim kosztem finansowym, tak że zwykle bez żalu
po krótkim okresie eksploatacji hutę porzucano i przenoszono
w inne miejsce.
Pierwsza huta w Szklarskiej Porębie powstała z całą
pewnością przed 1366 rokiem. Ówczesny dokument mówi
o jej sprzedaży.
Przez następne parę wieków niewiele wiemy o losach huty
w Szklarskiej Porębie (prawdopodobnie zdążono już ją
przerzucić kilkakrotnie w inne miejsca), ale ze źródeł
wiemy, że w 1617 roku przybył do Szklarskiej Poręby
z Czech wybitny szklarski specjalista Wolfgang Preussler,
który uzyskał zgodę pana tych ziem na budowę huty w
Białej Dolinie. Preusslerowie płacili Schaffgotschowi
czynsz pieniężny oraz dostarczali mu wyprodukowane w
hucie wyroby.
W 1702 r. Preussler za zgodą Schaffgotscha otworzył
drugą hutę; prosperowała nieźle, dopóki, w 1754 r.,
administracja dóbr Schaffgotschów nie zażądała przeniesienia
jej do terenu bardziej zalesionego, lecz stwarzającego
trudności komunikacyjne, a przez to - prowokującego
znaczne straty finansowe.
Obie huty Preusslerów ("Hoffnungstal" oraz
"Karlstal") posiadały ubogie wyposażenie techniczne:
jeden piec topniczy, przystosowany do pracy 10 dmuchaczy,
piec do odprężania szkła poprzez chłodzenie, a także
piec do suszenia opału. W drugim budynku mieścił się
zestaw pieców do produkcji szkła okiennego.
Jakość produkcji pozostawiała wiele do życzenia; zatrudnienie
w XVIII w. wynosiło - przeciętnie - 35 osób, w początkach
XIX - wzrosło do 62 (w hucie "Karlstal") i
do 63 (w hucie "Hoffnungstal"). Poważną część
pracowników stanowili sezonowi robotnicy wywodzący się
z ziem czeskich.
Pohl buduje nową hutę
Na decyzji rodu Schaffgotschów o rozpoczęciu budowy
huty "Józefina" (1841) w poważnej mierze zaważył
nadmiar drewna obficie występującego w możnowładczych
lasach; drewna, z którym nie bardzo było wiadomo, co
czynić. Pożerająca drzewa, niczym baśniowy smok, huta
szkła tego problemu była rozwiązaniem.
Budowę nadzorował stary fachowiec, spadkobierca ostatniego
Preusslera, Franciszek Pohl; kierował hutą zresztą również
później, i to przez całe dziesięciolecia.
Pohl ukończył studia w berlińskim Instytucie Przemysłowym;
od 1835 r. pracował w hucie hrabiego Harracha. Podróżował
po całej Europie, odwiedzając wszystkie znane huty szkła.
"Józefinę" zlokalizowano w dolinie rzeki Kamiennej,
w Szklarskiej Porębie Górnej, ledwie kilometr od najbliższego
osiedla mieszkaniowego. Natychmiast rozpoczęto budowę
drogi, łączącą hutę z istniejącą siecią dróg kołowych
i szos. Wody Kamiennej poruszały urządzenia mechaniczne
huty; w okresie roztopów, kiedy rzeka przybierała, wysyłano
nią własną produkcję.
Zaplanowany koszt budowy wynosił
(w inwestycjach bezpośrednio produkcyjnych) 8800
reńskich talarów, w nieproduktywnych 1200 rtl, a na
drogi i mosty wydatkować miano 450 rtl.
W rzeczywistości nakłady były dwa razy większe - szczególnie
droga była "robocizna". Na płace poszło aż
64 procent całości wydanych pieniędzy. Na materiały
budowlane - żelazo, cyna, drzewo, gonty, cegły, kamienie,
wapno, piasek, glina oraz gips - wydano 22 procent.
Dlaczego koszt materiałowy był taki niski? Ponieważ
były to w większości materiały lokalne i pochodziły
z dóbr Schaffgotschów.
Zarządzanie hutą "Józefina" - temat niezwykle
istotny, jak pokazuje doświadczenie z ostatnich miesięcy,
kiedy to wyszło na jaw, ile pieniędzy potrafili zmarnować
bądź nakraść najwyżej na świecie opłacani menadżerowie
amerykańscy - zorganizowane było w ten sposób, że tworząca
samodzielną i samofinansującą się jednostkę gospodarczą
huta bezpośrednio podlegała Urzędowi Kameralnemu dóbr
rodziny Schaffgotschów. Urząd kontrolował ją "od
czasu do czasu". Miało to duże znaczenie - lecz
o tym w dalszej części artykułu.
W imieniu śląskiego magnata "Józefiną" kierował
inspektor F. Pohl. Kompetencje jego sięgały od spraw
technicznych po finansowo-handlowe. Zatrudniał pracowników,
zawierał umowy, reprezentował hutę przed sądem. Praktycznie
był jedynowładcą.
Urząd Kameralny pilnował głównie tego, by w podstawowe
surowce huta zaopatrywała się "w rodzinie".
Nawet donice piecowe wyrabiano na miejscu; potem suszyły
się przez rok. Starczały na miesiąc. Piece potrzebowały,
każdy 8 donic. Mogły pomieścić one po 2 centnary masy
szklanej.
W 1869 r., "Józefina" za 4 tys. reńskich talarów,
czyli za 20 procent ogólnych kosztów budowy, zdobyła
się na nowy, gazowy piec systemu "Siebat".
Ogrzewany był rozżarzonym gazem drzewnym, dochodzącym
specjalnym kanałem. Nadal więc nie używano węgla, choć
Europa już się w tym czasie - w szklarstwie - na węgiel
przestawiała. Powód był zasadniczy: koszty. Ówczesna
linia kolejowa z Wałbrzycha dochodziła do Jeleniej Góry
- nawet nie do Szklarskiej Poręby - na odległość ledwie
30 km.
Piece wytopowe zrobione były z kamieni szamotowych i
ze specjalnej miękkiej glinki. Remontowano je raz w
roku. Wytop masy odbywał się w nocy. Wokół pieca znajdowało
się 20 otworów roboczych. Do przenoszenia przedmiotów
szklanych służyły tzw. sztangi. Huta "Józefina"
posiadała o jeden więcej piec do odprężenia masy niż
huty "Karlstal" i "Hoffnungstal"
razem wzięte. W tychże piecach wyroby pozostawały kilkanaście
godzin; później przechodziły do działów zdobienia; praca
tam wieńczyła proces produkcyjny.
Stosowano pełen asortyment technik zdobniczych, wykorzystując
również pracę maszyn.
Inspektor Pohl starał się o udoskonalenie produkcji
finalnej i wciąż dążył do czegoś nowego. Jego zasługą
było ponowne odkrycie sposobu wytwarzania weneckich
szkieł filigranowych. Zasługa ta była iście niebagatelną,
ponieważ dzięki temu właśnie produktowi huta zdobyła
silną pozycję na europejskim rynku.
Pohl udoskonalił również drugi eksportowy produkt huty
ze Szklarskiej Poręby - szkło Millefiori (tysiąca kwiatów).
Technikiem był wybitnym, bez dwóch zdań.
W ostatniej ćwiartce XIX w., "Józefina" nie
przykładająca się zbytnio do inwestycji produkcyjnych
i technologicznych (nakłady na nowe maszyny i urządzenia
szklarskie wynosiły ledwie 2 procent kosztów!!!), zaczęła
ustępować nie tylko hutom niemieckim czy czeskim, ale
także funkcjonującej w pobliskich Piechowicach hucie
firmy Heckert. Moce produkcyjne huty ze Szklarskiej
w latach 18561914 nie powiększyły się nawet o ułamek
procenta. "Winę" za to częściowo ponosiła
dobra koniunktura, nie zmuszająca do większych wysiłków.
Nadto w otoczeniu huty dominowały stosunki feudalne,
a system podnajmu (majster sam wyszukiwał i opłacał
pomocników) konserwował istniejący układ.
Załoga huty
W samych początkach pracy "Józefiny" zatrudnienie
wynosiło w niej 135 osób, przy średniej dla Śląska -
28. Do tego należy doliczyć nakładców - chałupników,
w ilości trudnej do uchwycenia, a pracujących na rzecz
huty w licznych zakładzikach, najczęściej szlifierniach.
Wojciech Trznadel w swej monografii poświęconej dziejom
huty (Ossolineum 1966) zwraca uwagę na to, że "zapleczem
wykwalifikowanej siły roboczej dla huty było posiadające
bogate tradycje rzemiosło szklane, szczególnie dobrze
rozwinięte w Szklarskiej Porębie. Zatrudniani w przemyśle
szklanym stanowili tu 64 procent ludzi zawodowo czynnych.
Chałupnicy tracili stopniowo swą samodzielność i popadali
w zależność od handlarzy szkła, mających swą siedzibę
głównie w Cieplicach. Według danych z 1882 r. samodzielnych
właścicieli małych szlifierni (które często były organizowane
w domu) nie pracujących dla nakładcy kupieckiego, czy
też na rachunek huty, było w Szklarskiej Porębie tylko
4, w Piechowicach 3, a w Sobieszowie 7. W wymienionych
miejscowościach funkcjonowało 141 małych szlifierni,
w tym 40 pozbawionych napędu siły wodnej.
Załoga huty "Józefina" składała się głównie
z robotników miejscowych. Udział wykwalifikowanych robotników
czeskich, dosyć znaczny w momencie uruchamiania huty,
zmniejszał się stopniowo w miarę szkolenia robotników
miejscowych. W r. 1842 na 9 zatrudnionych majstrów hutników
było 5 Czechów, a w r. 1846 liczba ich spadła do czterech.
Majstrów złotników i malarzy kierownictwo huty sprowadzało
z Czech, gdyż te techniki zdobnicze były w okręgu jeleniogórskim
stosunkowo najsłabiej rozwinięte. Oprócz wykwalifikowanych
robotników czeskich huty pracujące na rachunek Schaffgotscha
zatrudniały także stosunkowo dużo młodocianych robotników
czeskich. Zatrudnianie ich było najłatwiejsze w hucie
"Karlstal" oraz "Hoffnungstal",
położonych blisko granicy czeskiej. O znaczeniu, jakie
odgrywała praca czeskich chłopców, może świadczyć prośba
inspektora Pohla, wystosowana 30 VII 1868 r. do władz
rejencji legnickiej o zezwolenie na zatrudnianie ich
bez umów.
Sezonowy pobyt czeskich robotników w Szklarskiej Porębie
był policyjnie zezwolony na podstawie wystawianych im
kart legitymacyjnych. Okres karencyjny, na który robotnicy
musieli wracać do kraju, trwał od 20 XII do 21 II (analogiczny
jak dla robotników polskich zatrudnianych w rolnictwie)
i według dyrekcji huty "Józefina" był wystarczający.
Światowa ekspansja
Generalnie, koniunktura gospodarcza w Niemczech,
do których politycznie i ekonomicznie ówczesny Śląsk
należał, od 1841 do 1900 r., była nienajgorsza. W okresie
1842-1873 (tworzyły one zdaniem znawców jeden cykl koniunkturalny)
stosunek lat tłustych do chudych wynosił 2:1. W cyklu
zaś 1874-94 sytuacja odmieniła się. Lat "tłustych"
było tylko 6.
Przeciętny zbyt roczny wahał się w granicach 450500
tysięcy marek. Szkło surowe stanowiło w nim najwyżej
kilkanaście procent.
Huta wysyłała swe wyroby do Berlina, Lipska, Hamburga,
Amsterdamu, Monachium, Drezna i Szczecina. W księdze
dłużników znajdziemy też niesolidnych kontrahentów z
rejonów bliższych, jak Piechowice, Głogów czy Legnica.
"Józefina" weszła także na rynki: brytyjski
i amerykański. Przełomowym był rok 1854, kiedy to po
wystawie londyńskiej recenzenci angielscy bardzo wysoko
ocenili jakość produkcji huty ze Szklarskiej Poręby.
Pisano tak: "Najlepsze i najbardziej interesujące
szkła kolorowe z Niemiec to szkło hrabiego Schaffgotscha;
są one najdoskonalsze na całej wystawie".
W tym samym czasie szkła z "Józefiny" zaczęły
podbijać rynek USA; największa ekspansja przypadała
tu na lata 90.
Niemniej jednak najwięcej wyrobów huta ze Szklarskiej
Poręby rozprowadzała na terenie Niemiec. Tylko jeden
rok był słaby (1866), a to dlatego, że właśnie wtedy
wybuchła wojna prusko-austriacka.
Tłuste lata skończyły się wraz z wybuchem wielkiego
światowego kryzysu gospodarczego (1873). Zrazu główne
ogniska kryzysu znajdowały się w Ameryce i Niemczech,
a od 1878 r. "zaraza" pokazała się też w Anglii.
Co tyczy się rynku angielskiego, to w latach 80. został
on dla "Józefiny" utracony bezpowrotnie, ponieważ
wyspiarze rozbudowali własny przemysł szklarski i nie
potrzebowali już śląskich wyrobów. Nadal jednak niesamowity
był apetyt Amerykanów - w niektórych latach huta ze
Szklarskiej Poręby lokowała tam aż 30% swojej produkcji.
W 1885 roku struktura zbytów wyrobów "Józefiny"
wyglądała następująco:
Niemcy - 64%
USA - 27%
Austria - 4%.
Pozostałe inne kraje poniżej 1%.
U schyłku stulecia "Józefina" musi rywalizować
nie tylko z konkurencją czeską, ale i z nowymi potęgami:
firmami belgijskimi, francuskimi oraz szwajcarskimi.
Ukoronowaniem europejskiej kariery naszej huty jest
złoty medal zdobyty na światowej wystawie przemysłowej
w Paryżu w 1900 roku.
Koszty działalności
Dokładne dane o strukturze kosztów ponoszonych przez
hutę "Józefina" pochodzą z końca stulecia.
Ustalił je wspomniany wyżej autor monografii, posługującej
się aktami skarbowymi z Chojnika. Wyniki jego pracy
są nader ciekawe. Płace pracownicze trzykrotnie przewyższały
kwoty materiałowe; stosunek 60 do 20. Pozostałe 20%
przypadło na amortyzację (obowiązkowo odprowadzaną do
Kasy Głównej), wynoszącą 5%, oraz na koszty handlowe
(7%) i na koszty zarządzania (8%). Tu zwracają uwagę
wysokie koszty zarządzania; skąd my to znamy? Z dnia
dzisiejszego; im firma gorzej zarządzana, tym lepiej
opłacani menadżerowie... z wiadomym efektem finalnym!
Casus inspektora Pohla
"Józefina" nie miała żadnych problemów z osiągnięciem
zakładowej rentowności (rocznie 12 tysięcy marek) w
okresie prosperity, przypadającym na lata 18421873.
Przeciętny zysk netto wynosił wówczas ponad dwa razy
więcej, sięgając kwoty 27,6 tysięcy marek, przy kapitale
zakładowym wynoszącym 150 tysięcy, a kosztach ogólnych
w granicach 300 tysięcy.
Niewątpliwie dla huty był to czas pomyślności, związany
z dobrą kondycją gospodarki europejskiej. W latach następnych
zysk spadł do 2 tysięcy rocznie, przy czym był to, niestety,
zysk papierowy, osiągany dzięki kuglarskim sztuczkom
"głównodowodzącego", Franciszka Pohla. "Agresywna
księgowość" nie jest wynalazkiem teraźniejszości;
menadżerowie, którym się nie wiedzie - a zdarza się
tak częściej niż zwykłym zjadaczom chleba się wydaje
- z reguły starają się ukryć skutki swych błędnych decyzji
przed udziałowcami czy właścicielami.
Do tego Pohl prowadził wystawny tryb życia i - niczym
w kawałach z "brodą" - ulegał wpływom pazernych
kobiet; doprowadziło to do tego, że prywatne wydatki
topił w kosztach przedsiębiorstwa.
Afera wybuchła 1 stycznia 1884 r. Prestidigitatora "nakrył"
przysłany przez Kasę Główną inspektor Cassel. Rewident
wykrył, że zamiast zysku 4 tysięcy marek, "Józefina"
ma potworny deficyt; 270 tysięcy marek!
Pohl oszukiwał, lecz z jakich pobudek?
Na ujawnioną stratę złożyły się następujące pozycje:
różnica między stanem kasy według ksiąg a stanem rzeczywistym
(67 980), brakujący fundusz rezerwowy (30 000), zadłużenie
u bankiera wrocławskiego Schlesingera (132 128) oraz
dwa bieżące akcepty (40 000).
Według Cassela inspektor Pohl dostarczał w poprzednich
latach błędne bilanse, wykazywał zbyt duże zyski. Wyjaśnienia
wymagałyby motywy skłaniające Pohla do oszustwa. (Wydaje
się, że przy chęci osobistych korzyści podawałby on
zyski niższe od faktycznych.) Bardzo prawdopodobne jest
natomiast, że Pohl, przez całe życie związany z przemysłem
szklanym i hutą "Józefina", w obawie przed
jej zamknięciem (a właśnie z początkiem lat osiemdziesiątych
XIX w. Schaffgotsch z powodu trudności finansowych poważnie
się liczył z taką ewentualnością), chciał wykazać w
bilansach, że prowadzenie huty jest przedsięwzięciem
zyskownym. Liczył zapewne na wyrównanie braków w okresie
pomyślniejszej koniunktury.
Niejasny jest natomiast charakter powiązań inspektora
Pohla z bankierem wrocławskim Schlesingerem. Kontakty
te prowadziły, według oceny Cassela, do malwersacji,
fałszowania przez Pohla rachunków i ruiny interesu,
nikt bowiem poza nim nie miał wglądu do księgi rozliczeń
ze Schlesingerem. Odsetki płacone rocznie przez hutę
Schlesingerowi wynosiły przeciętnie 14 993 marek.
List Schlesingera do Pohla z 22 II 1884 r., donosił
o udzieleniu pożyczek teściowej Pohla pod zastaw hipoteczny.
Część zadłużenia huty "Józefina" u Schlesingera
miała więc, być może, charakter prywatny i zaciągnięte
pożyczki nie były wykorzystywane do celów produkcyjnych.
Sporządzający bilans Cassel dowodził, że po zerwaniu
stosunków ze Schlesingerem przy oszczędnej i racjonalnej
gospodarce huta "Józefina" może stać się rentowna.
Do osiągnięcia tego celu konieczne jest przede wszystkim
usprawnienie i kontrola gospodarki drzewem, gdyż w poprzednich
latach nie wiedziano, ile z zakupionego drzewa rzeczywiście
zwieziono.
Samobójstwo Pohla i odrodzenie huty
Franciszek Pohl popełnił samobójstwo w lutym 1884
r. Wybrał honorowe wyjście; ten człowiek sukcesu, w
sumie dla huty zasłużony, kierujący nią ponad 40 lat,
z racji wieku i tak stojący nad grobem, nie mógł znieść
myśli o czekających go upokorzeniach.
Po śmierci długoletniego jedynowładcy "Józefiny",
nauczeni przykrymi doświadczeniami właściciele, nie
popełnili tego samego błędu i nie pozwolili już nikomu
skupić w swych rękach całej władzy.
Przewidywania Cassela okazały się być całkiem celne.
W latach 90. "Józefina" stała się firmą przynoszącą
zyski, na co rozstrzygający wpływ wywarła poprawa światowej
koniunktury. Co ważne, huta wreszcie zaczęła inwestować;
i to sporo. W trzech następujących po sobie latach (1892,
93, 94) z łącznego zysku 152,5 tysięcy, aż 83,4 tysięcy
marek przeznaczono na modernizację przestarzałych maszyn
i urządzeń. Regularne wpływy zasilały też fundusz rezerwowy,
a nadwyżki odprowadzano do Kasy Głównej dóbr Schaffgotschów.
Było to możliwe m.in. dzięki energicznym działaniom
firmy. Jej kierownik handlowy dwa, trzy razy w roku
objeżdżał Europę w poszukiwaniu nowych nabywców, a w
Ameryce, wielkim i zyskownym rynku, powstały przedstawicielstwa
huty. Zaś znaczniejsi odbiorcy z USA, jak np. Ahrenfeld
i Kittel - sądząc po brzmieniu nazwisk Amerykanie pochodzenia
niemieckiego - składali zamówienia bezpośrednio w Szklarskiej
Porębie.
Sukcesy "Józefiny" na trudnym dla towarów
europejskich rynku amerykańskim wynikały w poważnej
mierze z faktu, że dziewiętnaste stulecie było czasem
emigracji z krajów niemieckich do Stanów i pod koniec
stulecia owi emigranci, jak np. importerzy Fensterer
oraz Schreimiller z Nowego Jorku, obrośli już w piórka,
zdobywając za oceanem silną pozycję ekonomiczną; a że
nie zapomnieli o związkach z macierzą, to i z nią handlowali.
W jednym tylko roku (1891) Fensterer i Schreimiller
złożyli w Szklarskiej Porębie zamówienia na 30 tysięcy
marek, co pokrywało blisko połowę amerykańskiego eksportu
"Józefiny" i co stanowiło ponad 10% wartości
całego zbytu huty.
Jerzy Grundkowsk

|