|
Szkło anglosaskie
ery przedindustrialnej
Piasek to podstawowy surowiec szklarski, tworzący około
dwóch trzecich mieszanki materiałowej. Jak wiadomo,
piasek można znaleźć wszędzie, ale nie zawsze jest on
pierwszej jakości. Wenecjanie kruszyli żwir rzeczny,
pierwsi angielscy hutnicy zadowalali się takim piaskiem,
jaki był pod ręką. Dopiero w XVII w. zaczęto w Anglii
należycie dbać o jego jakość, niewątpliwie pod wpływem
impulsów płynących z Włoch. Szklarze, tj. hutnicy szkła
wykryli, że najlepszy piasek znajduje się w okolicy
miasta Norfolk. Sprowadzać się go łatwo nie sprowadzało,
sprawę rozwiązało dopiero zbudowanie kanałów (pod koniec
XVIII w.).
Drugim ważnym materiałem
niezbędnym do wyrobu szkła są sole alkaliczne otrzymywane
z popiołu roślinnego. Służą jako topnik. Szklarze brytyjscy
z okręgu Stourbridge sprowadzali w tym celu wodorosty
z Irlandii i Szkocji, a osiadli w tymże okręgu szklarze
rodem z Lotaryngii szukali odpowiednich paproci poza
rejonem zamieszkania, gdyż palenie, wycinanie i wynoszenie
paproci z Ashwood lub Pensnet było surowo zabronione
przed datą 1 sierpnia, po tym terminie zaś hutnicy uznawali
już je za nieprzydatne, "albowiem paproć powinna
być zielona - podaje A. Polak - bo daje wtedy więcej
i lepszej białej soli".
Mieszanie zestawu szklarskiego było w dawnych czasach
o wiele bardziej kwestią intuicji niż czegokolwiek innego.
Autor siedemnastowiecznego florenckiego podręcznika
jasno stwierdzał, że "ilości metali barwiących
- oraz odbarwiających, neutralizujących np., zieleń
z masy szklarskiej, zbyt pospolitą na gusta bardziej
wyrafinowane - nie mogą być ściśle określone przez ważenie
i pomiar, lecz muszą być całkowicie pozostawione oku
szklarza!".
Składniki po zmieszaniu wsypywano do glinianych donic
i kładziono do specjalnego pieca. Zrazu donice były
otwarte. Kryte donice wynaleźli w XVIII w. Anglicy.
Umożliwiały one bardziej skoncentrowane ogrzewanie.
Donice umieszczano - nader ostrożnie - w zapalonym piecu
i stopniowo podgrzewano. Pęknięcie donicy było katastrofą.
Do nich dodawano często stłuczkę szklaną, ułatwiającą
proces topnienia. W Anglii (ok. r. 1800) zbierali ją
biedacy, sprzedając potem hutnikom, dzięki czemu mieli
pieniądze na gin i pajdę chleba. Donice ustawiano nad
ogniem na murowanych ławach.
Piece bardzo długo ogrzewano, wyłącznie drewnem. Hutnicy
z Sussex posługiwali się najchętniej gałęziami bukowymi
i dębowymi. Węgiel wprowadzono w Anglii w XVII w. Na
przestrzeni tego stulecia stał się jedynym dozwolonym
paliwem.
Włoskie szkło wprowadził do Anglii wenecjanin Giacomo
Verzelini. Przybył on do Londynu - jak podaje A. Polak
w pracy "Szkło i jego historia" - w 1571 r.
z grupą 8 współpracowników. Zdolni Włosi szybko osiągnęli
sukces, mimo przeciwności losu: pożary huty, sporów
z władzami itd. Verzelini przez 20 lat prowadził swą
hutę - w Crutched Frias. Do Anglii przybył z inicjatywy
Jeana Carre, autora planu reorganizacji brytyjskiego
przemysłu szklarskiego.
Kolejnymi włoskimi przybyszami byli Lybira Moro, Vincentio
Serino oraz Sebastian Orlandini. Ten ostatni założył
(wraz z J. Smithem) hutę szkła w Ratcliffe, na przedmieściach
Londynu. Dowiedział się o tym, Verzelini, który interweniował
u władz brytyjskich nie mogąc znieść myśli o konkurencji.
Interwencja była skuteczna, Magistrat nakazał Orlandiniemu
rozebranie pieca. Wyroby Varzaliniego były pięknie grawerowane
(diamentowym rylcem), zawsze z białego szkła, nigdy
barwnego; nigdy też nie odznaczały się wymyślnymi kształtami,
co zresztą nie odbierało im uroku, a przeciwnie, dodawało!
W następnym stuleciu wytwórczość szklarską w Anglii
zdominowała zrazu barwna postać sir Roberta Mansella.
Był to czas państwowej kontroli nad przemysłem, czas
monopoli. Korona "nabijała kabzę" przez sprzedaż
koncesji na konkretną działalność gospodarczą. Oczywiście
- nie podobało się to przedsiębiorcom. Silna angielska
klasa średnia doprowadziła do rewolucji i ścięcia króla.
Nim do tego doszło, w 1612 r. wybudowano pierwszy węglowy
piec szklarski. Dla wyspiarzy, cierpiących na niedostatek
drewna, była to wielka sprawa. Simon Sturtevant napisał:
"Bardzo niedawno otrzymano zielone szkło w podmuchowym
piecu szklarskim opalanym węglem kamiennym w Winchester
House w Soutwark z równie dobrym wynikiem jak w innych
miejscach, gdzie marnuje się całe stosy drewnianych
polan i innego drewna opałowego".
W 1615 r., technika ta była już na tyle niezawodna,
że można było rozszerzyć jej stosowanie na cały kraj.
Jednocześnie powstała nowa sytuacja, umożliwiająca nadanie
monopolu. Królewski Sąd Najwyższy w następujący sposób
określił te warunki, monopol mógł otrzymać każdy, kto
"dzięki swemu rozumowi lub wynalazkowi wniesie
do królestwa nowe rzemiosło lub maszynę wspomagającą
nowy przemysł, które nie były przedtem stosowanie i
które działają na dobro królestwa".
Intencją sędziów było, aby przez powiązanie
nadawania patentów z nowymi wynalazkami, uchronić kraj
przed zalewem przywilejów królewskich.
W maju 1615 r. Korona brytyjska zakazała
opalania drzewem w piecach szklarskich. Zabroniono również
importu szkła. Prawo do wyłącznej produkcji szklanych
wyrobów przypadło grupie 9 kapitalistów. Oczywiście
- nic za darmo. Musieli oni płacić tysiąc funtów dzierżawnej
tenuty, co było jak na te czasy sumą nader poważną.
Najbardziej przedsiębiorczym z tej grupy
był Robert Mansell. A także skłonnym do podjęcia hazardu,
jakim było spłacenie współtowarzyszy, którzy mieli otrzymać
po 200 funtów rocznie.
Samych opłat miał więc Mansell 2600 funtów rocznie i
to nie licząc środków potrzebnych na rozkręcenie szklarskiego
biznesu! Musiał pozyskać znaczny kapitał na wybudowanie
wielu nowych hut i to uczynił, choć do naszych czasów
nie dotrwały informacje o sposobie, w jaki cel swój
zrealizował.
Monopolista organicznie nie znosi konkurencji i R. Mansell
nie był tu żadnym wyjątkiem! Załatwił sobie przywilej
zniszczenia innych hut, co wcale nie było łatwe, gdyż
małe huty leśne należało wpierw wytropić.
Mansell zakładał swoje wytwórnie we wszystkich okręgach
węglowych, a w szczególności w Tyneside, Stourbridge
oraz w Bristolu.
W życiu jednak jest tak, że rzadko kiedy wszystko udaje
się do końca, Mansell nie dał rady zwalczyć Paula Tyzacka.
Ród Tyzacków wywodził się z Lotaryngii, przodkowie Paula
specjalizowali się w szkle okiennym Paul Tyzack, starszy
od sir Roberta, na niwie szklarskiej aktywny był od
1580 r. W lasach Sussex wyrabiał szkło okienne. W odpowiednim
czasie przeniósł się w okolice miasta Stourbridge, obfitujące
w węgiel, gdzie znalazł sprzyjające warunki do kontynuowania
produkcji.
Monopol Mansella był bardzo krytykowany, trwał tylko
dzięki królewskiemu poparciu. Nastał jednak czas rewolty.
Karol I musiał zwołać parlament - potrzebował pieniędzy.
Jednym z pierwszych posunięć nowego ciała ustawodawczego
było zniesienie w 1640 r., znienawidzonego (dla wielu
ludzi oznaczał on nędzę) monopolu. Rok 1640 to zarazem
kres interwencji władzy monarszej (potem także rządowej)
w sprawy ekonomiczne. Rynek zaczął zwyciężać, co nie
znaczy, że czas monopolu przez niektórych historyków
oceniany jest pozytywnie.
"W ciągu tych 25 lat wytwórczość szkła w Anglii
przekształciła się z małej, zacofanej i prowincjonalnej
produkcji w narodowy przemysł o najlepiej rozwiniętej
technologii w Europie.
Większość szkła produkowanego w hutach Mansella z piecami
opalanymi węglem miała charakter czysto użytkowy i obecnie
nie istnieje. Wiemy, że w tych hutach produkowano modne
wówczas stołowe naczynia szklane i wykwintne szkło;
wyroby te całkowicie zniknęły, podobnie jak butelki
i szyby okienne." (A. Polak - ibidem, s. 176).
W II połowie XVII w. gwałtownie wzrosło zainteresowanie
szklarską technologią. Pojawili się wynalazcy, Clifford
i Powlden otrzymali patenty na nową metodę produkowania
kryształowego szkła. T.h. Tilson opatentował wyrób płaskich
szkieł na lustra. Ch. Marret opublikował traktat o produkcji
szkła. Członkowie Towarzystwa Sprzedawców Szkła wymieniali
korespondencję na temat możliwości poprawienia jakości
szkła. W 1664 r., towarzystwo stało się korporacją,
tworząc samodzielne ogniwo między producentami a odbiorcami,
jego zasługą było zaangażowanie G. Ravenscrofta, mieszkającego
wcześniej przez wiele lat w Wenecji wybitnego specjalisty
od wysokiej jakości szkła kryształowego. Ravenscroft
wybudował dwie huty, jedną przy pomocy szklarskiej korporacji,
drugą sam. Huty były niewielkich rozmiarów i posiadały
charakter eksperymentalny. Już po dwóch latach osiągnął
to, o co chodziło Towarzystwu Sprzedawców Szkła; wysoką
jakość, odpowiadającą weneckim wzorom. Towarzystwo wystawiło
nawet zaświadczenie, że jego wyroby są trwałe i dobre.
Ravenscroft zyskał prawo do używania pieczęci z głową
kruka, jako znaku gwarancyjnego. Jego wyroby były masywne
i majestatyczne. Szkło Ravenscrofta było podobne do
górskiego kryształu, co w tych czasach uchodziło za
symbol najwyższej jakości. Od początku budziło zachwyt
i znalazło wielu naśladowców na kontynencie europejskim.
Kilkanaście lat później Anglicy dali światu nowy wyrób
o kapitalnym znaczeniu: tzw. czarną butelkę.
Tak naprawdę nie była ona czarna, a ciemnozielona. Wytwarzano
ją z twardego piasku. Butelki z ciemnego szkła chroniły
płyny przed światłem i odznaczały się nadzwyczajną odpornością
na potencjalne uszkodzenia. W 1696 r. Anglia miała już
42 huty produkujące ten typ butelki. Najwięcej ich było
w Londynie, Bristolu i w okręgu Stourbridge. Bristolskie
butelki służyły do przechowywania wody mineralnej, piwa
i słynnego jabłecznika. Masowo wysyłano je do kolonii
w Ameryce. Chętnie posługiwały się czarną butelką wszystkie
warstwy społeczeństwa francuskiego, począwszy od wieśniaków
zabierających ze sobą wino na pole, a na bogatych rodzinach
przechowujących w piwnicach setki butelek wina najprzedniejszych
marek skończywszy (Przed jej wynalezieniem wino przechowywano
w beczkach). Współcześni uważali, że wino w butelkach
ze szkła staje się lżejsze i wspanialsze. W rejonie
Bordeaux, słynna do dziś ze swych win, angielskie butelki
z ciemnozielonego szkła stały się tak popularne, że
przeciętne rodziny trzymały w domach po kilkaset butelek.
"Czarna" butelka stała się tak niezbędna,
że rychło zaczęły na kontynencie powstawać huty szkła
specjalizujące się w ich wytwarzaniu. Najstarszą wybudował
(1709 r. Pikardia) Gaspard Thevenet. Hutę jego zamknięto
dopiero podczas Wielkiej Rewolucji.
W kolonizowanej przez angielskich purytanów Ameryce
szklarstwo pojawiło się wraz z pierwszymi kolonistami
(Jamestown, Wirginia). Finansowali je londyńscy akcjonariusze,
liczący na zyski z aktywności gospodarczej, prowadzonej
na zupełnie dziewiczym terenie, niewątpliwie świadczyło
to o ich odwadze oraz wyobraźni.
W owym czasie brytyjski przemysł szklarski został już
mocą decyzji królewskiej - przestawiony na opalanie
węglem, toteż londyńskim kupcom mogła podobać się wizja
ogromnego obszaru, nietkniętego przez człowieka, obszaru,
którego lasy pozostawały w dziewiczym stanie i można
było korzystać dowoli długo - tak się wtedy wydawało.
Los pionierów bywa jednak ciężki, nie inaczej sprawy
potoczyły się i z pierwszymi angielskimi kolonistami.
Osada w Jamestown z trudem walczyła o przetrwanie, piec
szklarski rychło wygaszono, wznawiając produkcję w 1621
r., przy pomocy sprowadzonych z Europy włoskich hutników.
Jednak i to przedsięwzięcie nie przetrwało długo.
Ta sztuka powiodła się dopiero hucie w New Jersey, założonej
przez Caspara Wistara. Było to nie tyle zasługą jakości
wytwarzanych przez Wistara produktów, co istnienia już
w tym czasie (połowa XVIII w.) rozległego, półtoramilionowego
rynku zbytu, który wprawdzie w myśl intencji Londynu
powinien być zastrzeżony dla towarów z metropolii, lecz
przy ówczesnych technicznych ograniczeniach, pilnowanie
tego nie zawsze było możliwe. Co z tego, że rząd zabronił
Amerykanom zakładania przedsiębiorstw, skoro terytorium
do pilnowania naprawdę było znacznych rozmiarów?
Caspar Wistar wybudował swą hutę niedaleko Salem, miejscowości
znanej z wcześniejszego procesu czarownic. Huta pracowała
nieprzerwanie lat 40. Po śmierci założyciela firmę przejął
jego syn i prowadził aż do wojny o niepodległość Stanów.
Wojna, naturalnie, uniemożliwiła Wistarowi dalszą działalność.
Drugim wielkim kolonistą zajmującym się wytwarzaniem
szkła był pochodzący z Niemiec Henry Stiegel. "Funkcjonował"
on w Pensylwanii, hutę wystawił blisko miasta Manheim.
Kiedy amerykańsko-brytyjski konflikt handlowy rozkwitał
w najlepsze, Stiegel wybudował nową, jeszcze większą
hutę szkła, u szczytu powodzenia zatrudniała aż 130
ludzi, czyli jak na tę epokę była wielkim przedsiębiorstwem,
a i dziś zaliczana byłaby do zakładów średniej wielkości!
Prosperity trwała jednak krótko; w 1774 r., Stiegel
musiał wygasić piece. Wnet też zbankrutował, w uścisku
złych długów, z którego na skutek brytyjskich obostrzeń
ekonomicznych nie miał szans się wyzwolić. Lat kilka
po bankructwie odszedł z tego padołu łez.
W XIX w. mimo zwycięskiej dla Amerykanów wojny, importowane
z Anglii szkło dalej zalewało Stany, niszcząc w zarodku
własną produkcję młodej republiki, na terenie której
mamy pewne informacje o tylko jednej szklanej manufakturze,
założonej jeszcze w ubiegłym wieku przez J. F. Amelunga,
również niemieckiego pochodzenia. Przedsięwzięcie finansowali
kupcy z Bremy. Huta stała w lesie, czerpiąc niezbędną
do wytwarzania szkła wodę z rzeki Potomac. Produkowała
kryte puchary z grawerowanymi napisami jako elementem
dekoracyjnym, utrzymane w barokowym stylu, oraz szkło
okienne i optyczne. Dalsze dzieje anglosaskiego szkła
należą już do epoki rewolucji industrialnej.
Jerzy Grundkowski

|